ISTNIEJESZ?


Istniejesz? Twoja szminka - źdźbło karminowe,
smak poziomek i perłowe lśnienie, kiedy
śmiech jak żywioł toczy kamyk słońca
po zboczach. W dolinach świtem szukam

ciebie. Rozpostartej we mnie jak oddech.
Stopy masz zimne. Otulam je chustką dłoni
i usta odmierzają płomyki pełgające na
drobnych paznokciach. Każda kropla ciebie

jak źródło we mnie bije. Istniejesz?
Sukienka na krześle pachnie piaskiem
i muszle w rękawach szeleszczą. Biegniesz.
Pod powiekami wstążka z kapelusza i śmiech,

śmiech twój znowu. Tańczysz. Tańczysz
przede mną. Sukienka śpi w trawie. Urwisko
za tobą spada zbyt dosłownie. Ocean cię woła.
Wtedy moje dłonie zatrzymują w pół lotu

i za tobą wzlecieć mógłbym, gdybyś...
Istniejesz? Kawa w zgięciu łokcia,
nadgarstki. Piąstki twoje przesypują
westchnienia. Uczę się cynamonowej

świetlistości i waniliowych wzgórz
roztańczonych pod koniuszkiem pieszczoty.
Latarnia na cyplu i smuga mlecznej poświaty,
kiedy nadchodzisz ku mnie znad brzegu

nocą. Istniejesz? Nocą stopy i dłonie
splatam w sen o tym, że jesteś, gdy
dzień zbudzi kutry w porcie. Zasypiam
z czekoladą włosów twoich nawiniętą

na palec. Z obrączką loków jedwabnych.
Śniących nierozstawanie.
Istniejesz? Kiedy sukience twojej świtem
mówię: dzień dobry żono?

/2010/

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

BABCIA JADWINIA

***

O TYM, JAK MODNY WU Z OBUWIEM SIĘ WADZIŁ