KIEDY BYŁAM MAŁYM CHŁOPCEM
Kiedy byłam małym chłopcem i na podwórku, a właściwie na wiejskich podwórkach przecudnej sielskiej osady zwanej Zeńbok, bawiliśmy się w czterech pancernych i psa, każdy chciał być Jankiem. KAŻDY I ZAWSZE. Zawsze też była awantura o to, kto nim będzie. Jeden kolega, najbardziej rosły i ogólnie duży, kapitulował pierwszy ze słowami: - Ja jestem na Janka za potężny. Mogę być czołgiem. Po czym wskazywał na mnie i strofował: - Przestań się drzeć, Joaśka. Taki krasnal może być najwyżej Szarikiem. I dupa z Janka. Pierwszy afront zaliczony. A miało być gorzej. Dużo gorzej. Gorzej tak, że dotąd mnie boli i uwiera. Miałam dwie ulubione zabawki. Kierownicę oraz karabin. Tata był w służbach i całe dzieciństwo spędziłam w błogim przekonaniu, że będę milicjantem (zapomnijcie o feminatywach...