Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2026

KIEDY BYŁAM MAŁYM CHŁOPCEM

       Kiedy byłam małym chłopcem i na podwórku, a właściwie na wiejskich podwórkach przecudnej sielskiej osady zwanej Zeńbok, bawiliśmy się w czterech pancernych i psa, każdy chciał być Jankiem. KAŻDY I ZAWSZE. Zawsze też była awantura o to, kto nim będzie.      Jeden kolega, najbardziej rosły i ogólnie duży, kapitulował pierwszy ze słowami: - Ja jestem na Janka za potężny. Mogę być czołgiem.     Po czym wskazywał na mnie i strofował: - Przestań się drzeć, Joaśka. Taki krasnal może być najwyżej Szarikiem.      I dupa z Janka. Pierwszy afront zaliczony.             A miało być gorzej. Dużo gorzej. Gorzej tak, że dotąd mnie boli i uwiera.         Miałam dwie ulubione zabawki. Kierownicę oraz karabin. Tata był w służbach i całe dzieciństwo spędziłam w błogim przekonaniu, że będę milicjantem (zapomnijcie o feminatywach...

ISTNIEJESZ?

Istniejesz? Twoja szminka - źdźbło karminowe, smak poziomek i perłowe lśnienie, kiedy śmiech jak żywioł toczy kamyk słońca po zboczach. W dolinach świtem szukam ciebie. Rozpostartej we mnie jak oddech. Stopy masz zimne. Otulam je chustką dłoni i usta odmierzają płomyki pełgające na drobnych paznokciach. Każda kropla ciebie jak źródło we mnie bije. Istniejesz? Sukienka na krześle pachnie piaskiem i muszle w rękawach szeleszczą. Biegniesz. Pod powiekami wstążka z kapelusza i śmiech, śmiech twój znowu. Tańczysz. Tańczysz przede mną. Sukienka śpi w trawie. Urwisko za tobą spada zbyt dosłownie. Ocean cię woła. Wtedy moje dłonie zatrzymują w pół lotu i za tobą wzlecieć mógłbym, gdybyś... Istniejesz? Kawa w zgięciu łokcia, nadgarstki. Piąstki twoje przesypują westchnienia. Uczę się cynamonowej świetlistości i waniliowych wzgórz roztańczonych pod koniuszkiem pieszczoty. Latarnia na cyplu i smuga mlecznej poświaty, kiedy nadchodzisz ku mnie znad brzegu nocą. Istniejesz? ...

NIC TAKIEGO

 Tak niedawno biegałam po Orlej Perci. Dziś boję się śniegu pod nogami. Dziś nie wyjadę sama. Zimą. Jesienią. Wiosną i latem. Wystarczy, że cokolwiek spada na okulary.  W dwie minuty napiszę piosenkę, która rozniesie system, ale nie wyjdę sama z domu.  A to dopiero początek. Biała dama dyszy mi w kark. Albo w dłoń.